Aleksandra Wilk

Świadomy ruch i oddech mogą stać się drogą do uzdrowienia – sposobem, by ciało znów stało się Twoim sprzymierzeńcem.

Baśń o kobiecie, która usłyszała ciało

Początek wędrówki

Dawno, dawno temu była sobie kobietka z ogromną pasją do sportu i nie mniejszym bagażem dolegliwości zdrowotnych. Bardzo chciała osiągać wyniki i przekraczać granice ludzkich możliwości, ale jej ciało sabotowało największe starania. Im bardziej się starała, tym bardziej chorowała. Doszła do ściany i postanowiła szukać pomocy.

Dobra wróżka zaszeptała jej, by spróbowała szczęścia w Pilatesie. Zaufała i zaczęła swoją przygodę z praktyką odkładając szalone ambicje na nieokreślone później. Zakochała się. Nie musiała długo czekać, by odkryć, że dzięki tej metodzie ból w ciele znika jak za sprawą magicznej różdżki. Bardzo szybko również odkryła, że jej świadomość ciała i zrozumienie ruchu wyróżnia się na tle innych. Pojawiła się w jej głowie myśl, że być może jest to dar, którym może dzielić się z ludźmi.

Od inżyniera do nauczycielki ruchu

Nie myśląc zbyt długo zaczęła się kształcić w zakresie metody Pilates przemierzając nasz piękny kraj wzdłuż i wszerz finalnie wracając do swojego domu, którym w tamtym czasie była Warszawa. Szybko nadszedł moment, w którym postawiła wszystko na jedną kartę i rezygnując z posady Pani Inżynier specjalizującej się w branży sprężonego powietrza, wybrała nowy zawód – nauczycielka Pilates. Swoją drogą niedaleko padło jabłko od jabłoni. Jej ścisły umysł dopatrujący się wszędzie wektorów sił, przemian energii i tłoczni poczuł się w nowej roli jak ryba w wodzie. Tak więc pełna entuzjazmu, ale i lęku przed nieznanym zdobywała coraz więcej doświadczenia i wiedzy. Jej serce pełne wdzięczności napotykało po drodze ludzi o równie wielkim sercu. Dziękowała Warszawie za możliwości rozwoju, bo w czasach, gdy Pilates jeszcze nie był w modzie, stolica była wyjątkowym miejscem dla młodych, głodnych wiedzy nauczycieli.

Własne królestwo

Pewnego dnia trafiła pod skrzydła szalenie mądrej mentorki na warszawskim Ursynowie, u której rozpoczęła nauki, a następnie pracę. To ona zaszczepiła w niej medyczne podejście do metody i zbudowała podwaliny pod głęboką pracę z wadami postawy ciała oraz bólem. Obdarzyła ją także wielkim zaufaniem zapraszając do prowadzenia sesji z jej wymagającymi podopiecznymi. Kiedy wydawało się, że fale na oceanie możliwości zawodowych się uspokoiły, nieoczekiwanie pojawiła się szansa prowadzenia własnego Studio. Mentorka złożyła swojej uczennicy ofertę nie do odrzucenia i tym samym młoda uzdolniona nauczycielka stała się również właścicielką kameralnego Studio. Tak powstało jej małe królestwo – Pilates w Pełni.

Studio stało się jej oczkiem w głowie. To w tamtym czasie przeszedł również moment, by powrócić do dawnych marzeń o realizacji siebie na innych sportowych płaszczyznach. Ogrom włożonej pracy w zdrowie i rozwój ciała poprzez metodę Pilates przyniósł urodziwe plony. Pochłonęła ją akrobatyka powietrzna, którą podziwiała odkąd pamięta, a potem taniec. W tańcu przepadła, co zupełnie jej nie zaskoczyło. Wróciła do źródła, z którego powstała jej miłość do ruchu w latach dziecięcych. A Pilates i taniec to przecież puzzle, które pasują do siebie jak ulał.

Ku głębszym odkryciom

Czy to możliwe, że ta historia to pasmo tylko i wyłącznie sukcesów, do tego przychodzących z lekkością wznoszących się ku niebu lampionów? Oczywiście, że nie. Przecież żyjemy na planecie Ziemia i tutaj każdy z nas doświadcza trudności. Nasza bohaterka nie jest wyjątkiem. Jej problemy zdrowotne przez cały ten czas były tłem wydarzeń. To, co dało się uleczyć mądrym ruchem, zostało wyprowadzone na prostą. Jednak wrażliwość jej istoty stale stanowiła wyzwanie i… jednocześnie szansę, by jeszcze głębiej zrozumieć jak działa ciało i umysł człowieka. 

Pilates stał się dla niej za ciasny. Wciąż kochała metodę, ale każdą cząsteczką siebie czuła, że to nie wszystko. Że potrzebuje więcej narzędzi. Gdy na zajęciach z Jogi Kundalini jej ciało samoistnie weszło w stan drżeń neurogennych, zaintrygowała ją praca układu nerwowego. Zaczęła zgłębiać temat przywracania wewnętrznej równowagi w celu uwolnienia się od chronicznego stresu, lęku, emocjonalnego zamrożenia i skutków traumy. Po drodze zawołała ją terapeutyczna moc dźwięków i rozpoczęła ścieżkę edukacji w kierunku certyfikacji jako Praktyk Masażu Dźwiękiem wg metody Petera Hessa. Niewątpliwie obierając ten kierunek pomału rozbrajała swój pancerz, odkrywała, że metody relaksacji mogą, a wręcz powinny iść w parze z treningiem Pilates, a finalnie stała się świadkiem niezwykłych doświadczeń tych osób, które otworzyły się na dźwiękową podróż.

Powrót do korzeni

Sen o Warszawie dobiegł końca. Doświadczona już kobieta z pełnym przekonaniem zamknęła swoje małe królestwo na dobre. Nie była to łatwa decyzja, ale wszyscy dobrze wiemy, że gdy coś się kończy, coś nowego się zaczyna. Postanowiła powrócić w swoje rodzinne strony. Zamienić wielkie miasto na małą mieścinę o nazwie Bukowno. Beton na zieleń. Hałas na ciszę i dźwięki natury. Myślała, że szybko otrzepie się ze stresów “poprzedniego życia” i dalej ruszy w świat. Nic bardziej mylnego. Dopiero tam zaczęła się droga ku sobie. W najciemniejszych zakamarkach własnej duszy, odnalazła wyzwolenie. Potrzebowała się zatrzymać, by zrozumieć więcej. Nie tylko o sobie, ale również o tym, co przyświecało jej drodze od wielu lat – o ciele, umyśle i duszy człowieka. Ziarenko po ziarenku zbierała swoje doświadczenie oraz wiedzę w całość. Zorientowała się, że przez cały ten czas pierwsze skrzypce w jej pracy grał oddech i szukanie harmonii ciała z siłą grawitacji. Gdy wszystko nabrało jeszcze głębszego sensu, wydarzyło się coś niezwykłego…

Spotkanie z medycyną

Jej ścieżka zaprowadziła ją do Kliniki Osteopatii Igi Garbowskiej w Katowicach. To tam, zebrane ziarenka scaliły się w przejrzysty obraz. Możliwość współpracy ze specjalistami różnych dziedzin, pacjenci otwarci na głęboką pracę z ciałem i potrzeba szybkiej pomocy w potrzebie, otworzyły bramy do rozwoju, o jakim nawet nie śniła. Jeśli cuda się zdarzają, to właśnie tam można ich doświadczyć. Rok pracy w tym miejscu dał jej więcej niż poprzednie osiem lat w zawodzie. A może po prostu to był moment żniw po latach siania i wzrostu ziaren?

Nowy początek

Paradoksalnie rezygnacja z pracy w Klinice przyszła z większym trudem niż wyprowadzka z Warszawy. Przyszło jej podjąć decyzję, by odejść od czegoś co jest dobre na rzeczy czegoś, do czego woła serce i dusza. Do tego, co jeszcze nie istnieje. Co trzeba będzie zbudować. Jednak przez te wszystkie lata kobieta zrozumiała, że tego głosu nie można ignorować, gdyż jeśli się to uczyni, zapłaci się za to srogą cenę…

I teraz…

Tak oto dobiliśmy do końca tej opowieści. A może do początku nowej? Być może właśnie tutaj Ty odegrasz swoją rolę. Odpowiedź na to pytanie znasz tylko Ty.

~Aleksandra Wilk

Czujesz, że jest dla Ciebie miejsce w tej baśni?

Być może Twoje serce od razu się wyrywa bijąc w rytm słowa „tak”, a może pojawił się wyłącznie cichy szept. Cokolwiek to jest, możesz uchylić drzwi po prostu się ze mną kontaktując.