
Jesienne refleksje o ciele
i ruchu
Jesień to dla mnie taki moment, kiedy różne refleksje mają czas osiąść we mnie i pojawia się przestrzeń na to, żeby podzielić się nimi ze światem. W tym roku wybitnie, bo słonecznych dni mamy jak na lekarstwo, więc z przyjemnością siadam przed laptopem i tworzę. Przy dobrej pogodzie najpierw robiłabym maślane oczy patrząc przez okno i po napisaniu kilku zdań zamknęłabym laptopa i ruszyła na spotkanie z naturą.
Przez ostatnie lato nazbierało się we mnie sporo myśli, które domagają się, by wyjść poza umysł i zakorzenić w kolektywie.
Ciało, które chce słuchać
Coraz częściej, gdy wchodzę w ruch, mam wrażenie, że moje ciało prowadzi ze mną rozmowę. Nie o sile, nie o perfekcji – ale o ciężarze, który chce być zauważony.
Przez wiele lat myślałam, że centrum to miejsce, z którego mam kontrolować ruch. Dziś wiem, że to raczej przestrzeń, w której mogę odpowiedzieć na to, co przychodzi z zewnątrz.
Przekonałam się o tym na sobie, ale też u swoich uczniów zauważyłam, że często im więcej prób kontrolowania podejmowali, tym dalej od czucia byli.
Jestem przekonana, że na zmianę mojej perspektywy miały wpływ z jednej strony moje dolegliwości bólowe, które uderzały niepostrzeżenie, pomimo że potrafiłam świetnie skontrolować przeróżne ruchy. Z drugiej – zgłębianie Wschodniego podejścia do pracy z ciałem oraz totalne zanurzenie w tańcu, szczególnie Zouku Brazylijskim, które wstrząsnęło fundamentami mojej wiedzy.
„Moc z centrum” – tylko połowa prawdy
Wróćmy jednak do Pilatesu…
W tej metodzie co rusz słyszymy o „silnym centrum”. O generowaniu siły z brzucha, o stabilizacji, kontroli.
Ale czy kiedykolwiek ktoś powiedział Ci, że to jest tylko połowa prawdy?
Bo prawdziwa siła nie polega na napinaniu mięśni, lecz na umiejętności odpowiadania na to, co Cię porusza.
Może teraz pojawia się w Twojej głowie mały zgrzyt, ponieważ – jakim cudem mam się poruszyć albo wręcz pokonać jakiś opór bez napinania mięśni?
Absolutnie masz rację – mięśnie będą pracować, natomiast istotne jest:
- Skąd płynie informacja, że mają się napiąć,
- Jak ze sobą współpracują,
- i najważniejsze — czy wyłącznie używasz siły, czy siła również płynie do Ciebie.
Energia Yin – brakujący element Pilatesu
To dobry moment, by wyciągnąć dwa asy z rękawa: yin i yang.
Zaraz Ci udowodnię, że te abstrakcyjne pojęcia zaczerpnięte z filozofii Wschodu są bardzo namacalne i że zrozumienie, jak działają w kontekście Pilatesu, rzuci nowe światło na Twoje postrzeganie „silnego centrum”.
To jak, gotowa na rewolucję?
Na potrzeby naszych rozważań przyjmijmy:
- YIN – pierwiastek żeński, receptywność, przyjmowanie, bierność,
- YANG – pierwiastek męski, inicjowanie, generowanie, aktywność.
Nauki Wschodu uczą nas, że nigdy jedno nie istnieje bez drugiego, oraz że yin płynnie przechodzi w yang i odwrotnie.
Na pewno znasz ten symbol:

Yang jest niczym koryto rzeki, które nadaje rzece kierunek, aktywizuje ją, inicjuje zmiany w nurcie i go kontroluje, a yin – rzeką, która wypełnia koryto, podąża wydrążoną drogą, „czuje” zmiany i na nie reaguje.
Koryto rzeki i rzeka tworzą całość. Granica między nimi jest bardzo cienka.
Jednocześnie koryto też ma w sobie element receptywny (yin) – przyjmuje informacje od wody i stopniowo zmienia kształt. Sama rzeka również posiada element generujący (yang), ponieważ potrafi aktywnie wpływać na koryto, choć raczej powoli – kropla drąży skałę.
Jak to się ma do „siły z centrum”?
Podejście, które mówi o tym, by przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu najpierw zaktywizować centrum i z niego wysłać energię do odległych części ciała, jest perspektywą yang.
Tak samo jak wszelkie komendy typu „utrzymaj stabilną miednicę” czy „odepchnij się od ziemi”.
To wszystko są instrukcje oparte na przekonaniu, że najpierw Ty musisz wygenerować moc, by w ogóle wejść w interakcję z czymś zewnętrznym – np. z podłożem czy sprzętem.
Czy to złe podejście? Absolutnie nie.
Jednak nie pozwala ono odpowiedzieć na pytanie: „To ile ja mam tej mocy wygenerować, żeby osiągnąć cel?”
W ten sposób często albo niepotrzebnie siłujemy się, marnując energię, albo – jeśli nie potrafimy generować z centrum i nie wiemy, że istnieje też inna droga – siły zewnętrzne robią z nami, co chcą, a my tracimy panowanie nad swoim ciałem.
Energia yin – siła, która odpowiada
I oto wchodzi cała na czarno energia yin (na czarno, bo ten kolor jest jej reprezentantem w symbolu). Cicha i ciemna jak noc. Trudna do zauważenia, ale obecna w każdym z nas – zarówno w kobiecie, jak i w mężczyźnie.
To element, który pozwala zoptymalizować ruch i zgromadzić siłę w centrum, którą następnie możemy wykorzystać.
Z pustego nawet Salomon nie naleje – jak to się mówi.
Brzmi ekstra, bo kto by nie chciał być podpiętym do źródełka mocy na każde zawołanie? I tu jest haczyk. Mocą nie napełniamy się na zawołanie, ale wchodząc do wewnątrz – do czucia swojego ciężaru oraz siebie w kontakcie z siłami zewnętrznymi.
Można to podsumować jednym zdaniem:
„Słucham, zanim odpowiem.”
To, co nazywamy centrum, jest więc miejscem dialogu – między tym, co w nas generuje, a tym, co w nas przyjmuje.
Praktyka: jak to poczuć?
1. Siedzenie prosto

A dokładnie z neutralnym kręgosłupem.
Będąc w energii yang, aktywizujesz centrum, by Cię stabilizowało, trzymasz aktywne prostowniki grzbietu, by się nie garbić, wciskasz guzy kulszowe w podłoże. Wygląda, że siedzisz prosto, a w gruncie rzeczy nadmiernie się napinasz – co może być przez układ nerwowy odebrane jako chronienie się przed zagrożeniem. Ciało jest usztywnione, chroni się przed wciągającą w dół siłą grawitacji jak przed niewidzialną siłą zasysającą do wnętrza czarnej dziury.
A co by było, gdybyś podeszła do tego odwrotnie?
Zamiast od razu generować siłę od centrum, poczułabyś, jak guzy kulszowe dotykają podłoża, a następnie zdałabyś sobie sprawę z ciężaru, jaki znajduje się ponad nimi?
Gdybyś odpowiedziała na ten ciężar, odnajdując wektor siły reakcji od podłoża i przeprowadziła go wzdłuż całego kręgosłupa aż po czubek głowy?
W ten sposób znajdujesz w ciele tylko tyle aktywności, ile potrzeba, by zdekompresować kręgosłup – odnaleźć w nim przestrzeń i stabilność, która nie usztywnia.
Spróbuj tego teraz przez chwilę. Usiądź, poczuj guzy kulszowe i pozwól ciału znaleźć swoją oś.
Czy można znaleźć tu ten niewielki element yang, który dopełnia yin? Jak najbardziej!
Miednica odbiera ciężar, napełnia się informacją o tym, co jest nad nią, a następnie inicjuje odpowiednią aktywację – subtelną, niczym biała kropeczka w symbolu yin-yang.
2. Spine Twist

Czyli rotacje kręgosłupa.
Skoro już wiesz, jak siedzieć w energii yin, przejdźmy płynnie do rotacji również w pozycji stojącej. Tu znów możesz przyjąć dwie perspektywy.
Pierwsza – generująca (yang) – mówi, że możesz wygenerować siłę w korpusie, by skręcić kręgosłup. Przygotowując się np. do uderzeń bokserskich, to świetne podejście – wtedy to Ty musisz w sobie wygenerować siłę, by przeprowadzić moc z centrum aż do pięści.
Natomiast jeśli chcesz optymalizować codzienny ruch i nie nadwyrężać się, gdy sięgasz po coś na tylnym siedzeniu w samochodzie, energia yin jest tutaj przewodnikiem.
Jak z nią pracować w ćwiczeniu Spine Twist?
Przyjmijmy, że punktem zero jest stan z poprzedniego przykładu. Teraz zaczyna się dialog między yin i yang.
Możesz dla eksperymentu podzielić pełny skręt na kilka etapów.
Inicjujesz ruch – to yang.
Potem zatrzymujesz się i czekasz na informację z ciała – to yin.
Zauważysz, że im głębiej w rotację, tym więcej aktywności, ale narastającej stopniowo – nie jak w powszechnym podejściu yang, gdzie duża siła z centrum od razu wymusza duży zakres.
Dwie energie – jedno ciało
To, co chcę przekazać, nie jest lamentem ani krytyką instrukcji o generowaniu mocy z centrum. To pokazanie innej perspektywy, dzięki której odnajdziesz więcej lekkości w ciele i ruchu.
Potrzebujemy obu jakości.
W zależności od sytuacji – czasem korzystniej będzie wejść w energię yang (jak w przykładzie z boksem), ale równie często lepiej jest być w energii yin – gdy po prostu siedzimy, spacerujemy czy obracamy się w samochodzie.
Co więcej, nawet jeśli jesteśmy w energii yang, nie zapominajmy, że tam również kryje się element yin. I nawet jeśli gdzieś pędzisz – pozwól sobie poczuć ciężar swojego ciała, energię, która Cię wspiera oraz moc, która płynie do Ciebie z ziemi – nie przeciwko niej.

[…] Czytam […]